Posty

22 ,,Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?"

Nadchodzi czas, aby opuścić to piekielne miejsce wspomnień, jakim jest pałac prezydencki i sami ludzie z Kapitolu przebranymi za małpy. Powoli się żegnamy z nimi, za co Ci życzą nam szczęścia i oczywiście, aby dziecko gdy się urodzi było zdrowe. Po drodze rozmawiamy z Haymitchem. Powiedział, że z Effie jest wszystko dobrze i chciałaby z nami jutro porozmawiać na temat jakiejś niespodzianki za dwa dni, o której oczywiście ja i Peeta nie wiemy. Nic nie chciał nam powiedzieć z tego względu, że gdybyśmy się dowiedzieli o co chodzi, zepsulibyśmy wszystko, a i tak nic bym z niego nie wygarnęła, ponieważ alkohol robi swoje.  Gdy jesteśmy już w apartamencie, kieruję się do swojego pokoju, w którym widzę znajduje się ogromna szafa, większa niż łóżko dwuosobowe. Nie wiem czemu trafiło mi się takie łoże, skoro dowiedziałam się, że Haymitch ma jednoosobowe i śpi sam tak jak ja. Moje wątpliwości rozwija mała, biała karteczka na biurko na której starannie pisze zielonym flamastrem: ,,Lekarstwe...

21 ,,Chciał, żeby to było na prawdę"

Obraz
- Peeta? Kim dla Ciebie jestem? - pytam zaciekawiona. - Wszystkim. - uśmiecha się. - Słońcem, gwiazdą, skarbem... - po tym zacina się. - życiem. - Nawet nie wiesz co mogłam odczuć, gdy Twoje serce przestało bić na arenie. - patrzę na niego ze smutkiem w oczach.  Tańczymy na środku wśród Kapitolińczyków zachwyconych naszą obecnością. Patrzą na nas. Wyobrażam sobie ich śliniących się na nasz widok, głodnych naszej miłości. Co do Finnicka... Zastanawiam się co z nim zrobili. Czy żyje? Na trawie było przecież widać ślady krwi, co oznacza że został poważnie zraniony. Może jest w czwartym dystrykcie przy Annie i dziecku? Może teraz łowi ryby? Martwię się o tego żartownisia. Jednak... Kiedyś będę musiała poruszyć temat o nim i porozmawiać poważnie z Peetą co się działo podczas jego nieobecności w dwunastym dystrykcie.

20 ,,Peeta powiedział, że jestem w ciąży! A ja nie jestem taka gruba!"

Obraz
Te wspomnienia, które się odradzają co dzień... Minęło pół roku, a ja znowu widzę przed sobą pałac prezydencki Snowa. Stoły są zapełnione przeróżnymi zupami, małymi przekąskami i potrawami. Pokazy sztucznych ogni, dziwne tańce pokazywane na placu przez Kapitolińczyków, mimo to... Czuję na sobie wzrok kilku tysięcy ludzi patrzących na mnie z troską i zainteresowaniem. Nie patrzą na mnie z nienawiścią. Wyglądają na takich, którzy zapomnieli, lub nie wiedzieli o tym, że chciałam zniszczyć Kapitol. Są mi w pewien sposób wdzięczni, że Snow nie żyje. Ale oni pragną widowiska, dlatego ja im na pewno nie wybaczę. Cieszyli się śmiercią ludzi, cieszyli się moimi łzami wylanymi przez umierającą Rue.

19 ,,Tam gdzie każdy dotrzeć może cz 2"

- Haymitch, szybciej. - pośpieszam dawnego mentora, bo porusza się jak ślimak. - Mam już swoje lata, skarbie. - marudzi. - Wolisz iść, czy żebym Cię niosła, ale spalić się ze wstydu? -marszczę brwi. - Z resztą i tak nie raz spaliłeś się ze wstydu, ale alkohol zrobił swoje i o tym nie wiesz. - mruczę pod nosem. - Niby taka  delikatna jesteś, ale surowa. Ja nie wiem co o Tobie naopowiadali Kapitolińczycy. Ale w pewnym sensie Cię nienawidzą. 

18 ,,Tam gdzie każdy dotrzeć może cz 1"

- Katniss? - dochodzi do mnie znajomy głos, głośny i piskliwy.  - Czekaliśmy na Ciebie!  Odwracam się i widzę za sobą drobną kobietę o kolorowej peruce i stroju. Co najbardziej mnie martwi, ale też dziwi wygląda jak z mojego koszmaru, który był o niej o Peecie i Caesarze. Biegnie prosto przed siebie na wysokich różowych obcasach, aby tylko się ze mną przywitać. - Effie! - uśmiecham się.  - Cudownie wyglądasz, skarbie. - za nią stoi pijany Haymitch, który prawie się przewraca. - Twoje zdrówko! -   zaczyna popijać jakiś trunek. - Haymitch! Tak nie wypada. - parska śmiechem moja opiekunka. - Gdzie Peeta?

17 ,,Kosogłos"

Najpierw chcę wam powiedzieć, że zwariowaliście XD  Za niedługo będzie 3000 wyświetleń! Za takie głupie coś xD Serio? xd Jestem w szoku o.O tylko jeszcze bym prosiła o więcej komentarzy, to będzie ok :3  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Trzymamy się za ręce, idziemy przed siebie pewni tego co robimy. Jego ciepłe i silne dłonie dają mi bezpieczeństwo. On żyje... Peeta żyje... Jest przy mnie.  Spogląda na mnie z troską w oczach, które mogą nie tylko to pokazać. Jego oczy są takie wyróżnione, takie inne. Omijałam go szerokim łukiem...   To prawda. Ale był bardzo zajęty, chciałam z nim spędzać każdą minutę,  to się nie udawało. Próbował pomagać potrzebującym, pewnie nie wie że piekarnia jest odbudowana, a ludzie czekają na choćby jeden bochen chleba, który może im uratować życie. Bo właśnie nawet od listka mięty zależało życie. 12 dystrykt to jeden z najbiedniejszych dystryktów, ale to dzięki mnie i Peecie nikt nie umarł z głodu. Dzieci biegają po podwórku bawiąc się w k...

16 ,,Poczuć jego wargi..."

Widzę na jego twarzy zakłopotanie, jednak w pewnym sensie widać jest w szoku. Jego oczy powiększają się do rozmiarów papierówki, a usta zaczynają się otwierać, jakby chciał coś ważnego powiedzieć. Łapie się za głowę, bo nie wie co robić. Czy to jakiś żart? Jestem kamerowany? - pewnie takie są jego myśli. Ale to co ja powiedziałam, mimo iż mi się to wymsknęło było po prostu szczere. Uświadomiłam to sobie kiedy go pocałowałam na plaży, wcześniej miałam do niego mieszane uczucia, a co do Gale'a... nigdy go nie kochałam, wykorzystał mnie, a moją siostrę okrutnie zabił. Mam mu to za złe, przez co nie wybaczę mu tego, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza, mimo iż nie ma jej przy mnie. W pewnym sensie traktuję Peete, Haymitcha, Effie, a nawet Finnicka jak rodzinę, może nie taką normalną, ale rodzinę. Peeta w końcu przestaje kręcić się po pokoju i wystawia naprzeciwko mnie rękę. Dotyka mojego czoła dłońmi, po czym wreszcie się odzywa.