muzyka

wtorek, 29 grudnia 2015

2 ,,Jesteś w moich koszmarach, a kiedyś je odstraszałeś."

Stoję teraz na balkonie starając się nie myśleć o Prim...Rue...Mamie, oraz chłopaku który był tak serdeczny żeby podarować mi chleb. Ja nic nie zrobiłam. Na igrzyskach powiedział mi, że ratując mu życie spłaciłam dług. Ale czy on sobie tylko ze mnie kpił? Na igrzyskach nie da się myśleć normalnie. Trybut przestaje być sobą, przestaje dobrze funkcjonować.Czy mogę sobie odpuścić z tym dobrym uczynkiem Peety?

Nie. To co dla mnie zrobił, rzucając ten chleb w moją stronę oznacza litość, a nie miłość. 

Dalsze myślenie przerywa mi głośne pukanie z dołu,pokazujące, że jednak ktoś jeszcze ma ochotę mnie odwiedzić. Jestem pewna, że czeka na mnie mój dawny mentor bez którego nie zdołałabym przeżyć na arenie. Pukanie nie ustaje więc schodzę powoli po schodach zniechęcona całą sytuacją. Przekręcam klamkę i powoli otwierają się drzwi mojego domu, aby mógł wejść oczywiście Haymitch. Zaraz po tym zasłania mi oczy dłońmi.

- Kto to skarbie?


-Hmm... Pijak, który codziennie przychodzi do mnie z alkoholem? - mówię z nutą ironii w głosie.

- Haymitch, twój ulubiony mentor,skarbie. - zabiera swoje śmierdzące dłonie od alkoholu z moich oczu i zaczyna popijać jakiś trunek.

- Taki ulubiony, że zaczynam się o niego bezgranicznie martwić. Ile już wypiłeś?

- A ile już nie ma Peety? Dziecko. Nie zadawaj tyle pytań. - słysząc imię które wypowiedział, zaczyna robić mi się słabo.Chwilę później dodaję sobie otuchy, że jest dobrze. Nie ma go ok. pół roku, dzięki temu nikogo nie skrzywdzę, co jest wielkim dla mnie plusem. -Jestem głodny! - krzyczy jak małe dziecko domagającego się solidnego, wykwintnego dania, które nie jest możliwe u mnie do podania, ponieważ jestem kiepską kucharką.

- Chodź do kuchni. - wskazuję palcem na sosnowe drzwi, które pięknie się prezentują z  dobrze wyrzeźbionymi wzorami, przykuwającymi wzrok od razu po wejściu do domu. - Został mi tylko królik z wczorajszego polowania. Nic poza tym. - wzdycham patrząc na marne, zabite przeze mnie zwierzę.

- A masz może trochę spirytusu? - unosi pytająco brwi. W rzeczywistości mam, ale jemu nie dam. Muszę go kontrolować. Nie lubię tego wstrętnego zapachu alkoholu, który wydobywa się z ust mojego dawnego mentora.

Cóż... Właśnie widać co alkohol robi z człowiekiem już po pierwszym łyku - powoli uzależnia.

- Powiedz coś. - ocuca mnie Haymitch, przez co gdy dotyka mojego ramienia podskakuję ze strachu.

- Dam ci może spirytus. Ale pod warunkiem że mi pomożesz. - biorę wielki oddech. - Wykopać prymulki z ogródka. Nie chcę na nie patrzeć.Przypominają mi Prim i Peete.

- Nie przesadzaj skarbie. - odpowiada cicho, po czym się rozsiada na wielkiej skórzanej kanapie, czekającej przedtem przez dłuższy czas, aż ktoś na niej usiądzie. - Gdy tylko one znikną, pojawi się jeszcze większy ból.

- A od kiedy ty taki mądry jesteś, co? - zaczynam się denerwować, ale gdy tylko słyszę jego głos, gorzej się czuję niż lepiej. 

- Cicho. Nie skończyłem. - mówi zimno.- A ten ból pojawi się nie na Twoich nogach czy rękach. Pojawi się ból w Twoim sercu. 

Te wspomnienia odradzają się codziennie w mojej głowie, która jest już tym okropnie zmęczona, pokazując że od razu zaczyna mnie ona boleć. Peeta był dla mnie za dobry, więc trudno by było o nim zapomnieć, a tym bardziej o jego uczynkach. 

Nie potrafię spłacić mu długu. Nigdy nie będę potrafiła. Nawet gdybym miała poświęcić za niego życie. Dobrzy ludzie muszą żyć dużo dłużej od tych złych, którzy próbują im te życie zepsuć. 

1 komentarz:

  1. Masz potencjał ♥ Tylko pisz dłuższe notki ♥ Ale ogólnie świetnie.

    OdpowiedzUsuń